Jutro pokaz mody. ciekawe jak moja psychika zniesie TAKIE widoki po raz kolejny....
piątek, 7 grudnia 2012
Dół na miarę XXI wieku.
Od wakacji tego nie robiłam. Aż do wczoraj. Mama zabrała nas do McDonalda z okazji mikołaja. Zjadłam McFluura. Kiedy wróciłam do domu wprost nie mogłam tego znieść. Do tego dostałam słodycze... i prawdopodobnie gdyby nie ta czekolada, to do niczego by nie doszło. Wsadziłam do ust kostkę i zaczęłam dopychać ją językiem do podniebienia, aż się rozpłynęła. Potem następna, niekontrolowana, niezauważona. Nim się spostrzegłam, miałam już całą tabliczkę w dłoni. To znaczy ćwierć. Brzydzi mnie to. Ale w tamtej chwili po prosu mnie to zadowalało. Zdaję sobie sprawę, że to nawet brzmi paskudnie. Jestem paskudna. Ale chyba bardziej żałowałabym, gdybym wtedy tego z siebie nie wyrzuciła. Dzisiaj znowu się napchałam. Automatycznie, rytualnie, odruchowo. Chorze. W gardle już wyobrażałam sobie smeranie, ale zamiast pójść i poczuć to naprawdę weszłam tutaj i wolałam się wyżalić. Nie chcę znowu do tego powrócić. Nie chcę zacząć wszystkiego od początku. Bo następnym razem już może mi się nie udać przerwać. Żałosna.
Jutro pokaz mody. ciekawe jak moja psychika zniesie TAKIE widoki po raz kolejny....
Jutro pokaz mody. ciekawe jak moja psychika zniesie TAKIE widoki po raz kolejny....
poniedziałek, 1 października 2012
zdroworozsądkowo.
'małymi kroczkami' nie miałam namyśli żółwich. planowałam dzisiaj zjeść trochę mniej- niby się udało, ale zjeść mniej, niż wczoraj, to żaden wyczyn, biorąc pod uwagę jak się opchałam. nie jadłam od ósmej. tzn od szóstej, ale potem mama zawołała na kolację i nie mogłam się oprzeć jej jajecznicy. ale od ósmej. jutro nie jem od siódmej. i wypiję więcej, niż pół butelki wody. na razie tyle. chodzi o to, żeby się stopniowo odzwyczajać, bo jeśli od razu zmuszę się do przerzucenia się na 500kcal to nadal będę myśleć wyłącznie o jedzeniu i za kilka dni
znowu będę mieć napad.
niedziela, 30 września 2012
małe światełko w tunelu- optymistycznie.
wydaje mi się, że mi się udało. nie robiłam tego od jakichś dwóch miesięcy (a robiąc to przez półtora roku, czasem po kilka razy dziennie to sukces). sam ten fakt nie jest aż tak dobry jak ten, że wcale nie mam na to ochoty. prawdopodobnie gdyby to nie zaszło aż tak daleko i nie bolało tak, jak bolało, to teraz by mnie do tego ciągnęło, ale jak pomyśle o tym, że czułam się absolutnie jak wrak- fizycznie, bo o psychice już nie wspomnę, to nie chcę do tego wracać.
problem jednak polega na tym, że wyglądam jak krowa. przytyłam 5kg. ale nie żałowałam sobie niczego. co prawda biegałam- regularnie, teraz już mniej, ale to i tak było nic w porównaniu z tym, co jadłam.
nie sądziłam, że kiedykolwiek będzie to możliwe. myślałam, że nawet jak przestane to i tak będę o tym myśleć i chcieć tego, ale tak nie jest. dlatego teraz wierzę, że mogę spróbować jeszcze raz. tym razem będzie lepiej. nie popełnię już tych samych błędów. choćbym nie wiem jak się obżarła, będę ponosić konsekwencję.
problem jednak polega na tym, że wyglądam jak krowa. przytyłam 5kg. ale nie żałowałam sobie niczego. co prawda biegałam- regularnie, teraz już mniej, ale to i tak było nic w porównaniu z tym, co jadłam.
nie sądziłam, że kiedykolwiek będzie to możliwe. myślałam, że nawet jak przestane to i tak będę o tym myśleć i chcieć tego, ale tak nie jest. dlatego teraz wierzę, że mogę spróbować jeszcze raz. tym razem będzie lepiej. nie popełnię już tych samych błędów. choćbym nie wiem jak się obżarła, będę ponosić konsekwencję.
sobota, 8 września 2012
Drogi Blogu,
w pełni świadoma, że kompletnie nic nie możesz zrobić, by pomóc mi rozwiązać mój od dawna desperacki problem, chcę Ci go opisać, bo tak.
oglądałam dzisiaj wywiad z dodą. po prostu pojawiła się w tv na kanale, który akurat był włączony. wywiad przeprowadzała agata młynarska i w pewnym momencie spytała co jej (dodzie) nie podoba się w niej samej w sensie fizycznym. doda bez zastanowienie odpowiedziała: 'nic. uważam się za niezwykle piękną kobietę i wszystko w sobie kocham. patrzę w lustro i myślę- o boże, jaka jestem piękna!' na to agata: 'a co myślisz, kiedy wstajesz rano, bez makijażu itd i patrzysz w lustro?' 'o boże, jaka jestem piękna naturalnie!'. nie wyobrażam sobie tego. jest 3:22. piszę ten post, bo wstałam przed chwilą z łóżka, zapaliłam światło, stanęłam przed wielkim lustrem, obleciałam swoim wzrokiem kontury swojej sylwetki i im dalej szłam, tym bardziej chciało mi się pogrążyć się w rozpaczy; zacząć płakać, ryczeć, rozwalić lustro zaciśniętą ze złości pięścią i wydrzeć się ze swojego ciała. nienawidzę go. najgłębiej i najszczerzej nienawidzę tego, jak wyglądam. jestem gruba. tłusta. nie chcę nawet wspominać o włosach.
dziękuję za wysłuchanie, mój na zawsze jedyny.
Twoja Żałosna.
dziękuję za wysłuchanie, mój na zawsze jedyny.
Twoja Żałosna.
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
seeking for thinspiration: emma watson.
na samą myśl emmy watson zęby same mi się zaciskają, a oczy lekko przymrużają. z czystej zazdrości.
niedziela, 12 sierpnia 2012
seeking for thinspiration: JENNIFER GREY.
JG bardzo często przychodzi mi na myśl, kiedy próbuję pomyśleć o czymś, co pomogłoby przeważyć szalę kiedy staczam ze sobą bitwę.
prawdopodobnie dlatego, że była pierwszą osobą, której zaczęłam zazdrościć figury. nic dziwnego- kto nie wzdycha na samą myśl o dirty dancing?
jej ciało prezentowało się tak delikatnie, ruchy tak subtelne, a taniec tak perfekcyjny...
BABY, OH BABY, SHE'S LIKE THE WIND.
prawdopodobnie dlatego, że była pierwszą osobą, której zaczęłam zazdrościć figury. nic dziwnego- kto nie wzdycha na samą myśl o dirty dancing?
jej ciało prezentowało się tak delikatnie, ruchy tak subtelne, a taniec tak perfekcyjny...
BABY, OH BABY, SHE'S LIKE THE WIND.
niedziela, 5 sierpnia 2012
o systematyczności.
<--po 30 minutach. na początku wakacji, przez pierwszy miesiąc, biegałam codziennie. do dnia, kiedy dobrałam się do książki i postanowiłam przeczytać najszybciej jak mogę. zabrało mi to 3 dni, lecz zaczynałam dopiero około trzeciej, bo przed obiadem zawsze miałam coś innego do zrobienia. oznaczało to, że czytanie przeciągało się do późnego wieczoru i zapomniałam o bieganiu przez te dni, co miało ogromny wpływ na moje poczucie istoty regularności oraz obowiązku- czyli pozwoliło mi się rozleniwić. to sprawiło, że dziś biegam już średnio dwa-trzy razy na tydzień. ;/ piątek, 6 lipca 2012
a little jogging story today.
od pierwszego dnia wakacji (ie.30 maja) biegam. z koleżanką, czasem bez. wychodzi średnio co drugi wieczór. od jakiegoś czasu upały znacząco nam te biegi utrudniają, ale dzisiaj lało. zaczęło w mgnieniu oka, 4 minuty przed ósmą. byłam już gotowa do wyjścia i nagle tak się zrezygnowałam, że bezmyślnie gapiłam się przez okno. wtedy, tak samo nagle jak zaczęło padać, przestało. poszłam więc, biegałam, po jakiś 15 min wróciłam, aby zacząć kolejne 'tam i z powrotem', ale znowu zaczęło lać. spoglądając na zegarek doszłam do wniosku, że 15 minut to niewiele i postanowiłam nie przerywać- biegłam w miejscu, pod zadaszeniem nad drzwiami kolejne 20 minut i wtedy przestałam, robiąc w końcu coś, z czego mogę być dumna. bo to chyba o to właśnie chodzi w kształtowaniu w sobie silnej woli- żeby nie odpuszczać ani najmniejszego razu.
---stay motivated---keep bearing in mind to control what you eat---become skinny---begin to love yourself.
---stay motivated---keep bearing in mind to control what you eat---become skinny---begin to love yourself.
sobota, 23 czerwca 2012
Dzisiaj.
Rano (7-9).
----------------------------------
• platki kukurydziane + mleko (0,5%).
• pol godz biegania.
• 30 papek.
Poludnie.
----------------------------------
• 4 kostki babolady.
• mini-kanapka z dzemem.
• 60 papek.
• kawalek pizzy.
• jogurt.
• tenis stolowy- godzina
Wieczor.
----------------------------------
• piernik. -.-
• monte.
• mini kanapka z dzemem.
• filizanka platkow z mlekiem.
• godz ping ponga.
• godz badmintona.
Feedback
----------------------------------
• za duzo jedzenia- zwlaszcza wieczorem.
• za malo wody (mniej niz 1l)
• ruch- ok.
----------------------------------
• platki kukurydziane + mleko (0,5%).
• pol godz biegania.
• 30 papek.
Poludnie.
----------------------------------
• 4 kostki babolady.
• mini-kanapka z dzemem.
• 60 papek.
• kawalek pizzy.
• jogurt.
• tenis stolowy- godzina
Wieczor.
----------------------------------
• piernik. -.-
• monte.
• mini kanapka z dzemem.
• filizanka platkow z mlekiem.
• godz ping ponga.
• godz badmintona.
Feedback
----------------------------------
• za duzo jedzenia- zwlaszcza wieczorem.
• za malo wody (mniej niz 1l)
• ruch- ok.
Dzis bede kaprysna.
Nie chce mi sie juz meczyc ze soba. Nie chce mi sie juz marszczyc czola na swoje odbicie w lustrze. Nie chce mi sie juz robic za czajnik i zagotowywac na widok chudych ud, czy idealnego brzucha. Chce to wreszcie osiagnac! Chce w koncu ubrac krociutkie spodenki i odwazyc sie w nich wyjsc z domu! I zrobie to. Bede chuda. Bede pewna siebie. Bede szczesliwa.
czwartek, 7 czerwca 2012
pseudo-wyzwanie.
ok. mamy czternastą. właśnie na obiad zjadłam kawałek pizzy. z jednej strony nienawidzę się za to, że go w ogóle zjadłam, ale z drugiej strony, cieszę się, że skończyłam na jednym kawałku. teraz tylko powinnam wytrzymać do wieczora. ale chcąc stawić sobie 'wyzwanie' (tak, teraz takie coś jest już dla mnie wyzwaniem, ale pracujemy nad sobą ;/) decyduję nie jeść przez 24 godziny- tak dla okrągłości- jedną dobę. do jutra do czternastej- tylko woda. będzie dobrze. musi być. znaczy... nie boję się o to, że będę głodna, bo nie będę. problem tylko z moją 'siłą woli', a raczej jej brakiem, oraz z wilczym apetytem;/ planuję pół godziny biegać po schodach, jak wczoraj. +dzienna dawka brzuszków- w końcu już prawie lato.
niedziela, 3 czerwca 2012
weź się w garść.
słuuuuchaj no: nie możesz tak robić. weź się w garść. jesteś sama, nikt ci nie mówi co masz zjeść i ile masz zjeść. możesz sobie pozwolić na głodówę. rzecz w tym, że jesteś za słaba. nie bądź słaba. słabość jest dla ofiar losu. nie jesteś ofiarą, nie chcesz nią być. jesteś silna. tylko o tym zapominasz. często, niestety. znajdź metody, by o tym pamiętać. cały czas, CAŁY. to nic takiego. po prostu dąż do celu. jeden cel, jedno postanowienie, jedna szansa. więcej możesz nie mieć- sama wiesz. postaraj się!
niedziela, 27 maja 2012
niedziela, 20 maja 2012
10.
10 dni. zaczynam odnosić wrażenie, że próbuje schudnąć już od tak długiego czasu, że nauczyłam się żyć z nienawiścią do swojego wyglądu. przyzwyczaiłam się. przez co motywacja... jest słabsza. 2 lata. bywało różnie. bywało blisko. a potem z powrotem- święto, albo inny pretekst. jeśli nie zrobię tego nadchodzącego lata, to już chyba nigdy. więc weź się w garść. 10 dni. 10 postów. 10 opisów. może wtedy poczuję się bardziej kontrolowana.
_________________________________
11:11:
rano spieprzyłam. przepraszam. odpokutuję. już dzisiaj planuję NIC. nie, nie planuję. zamierzam.
piątek, 18 maja 2012
11.
dobra. weekend. 6 dni za mną. jeden krok do przodu i dwa w tył. przez te 11 dni chociaż- niech będą dwa do przodu i jeden w tył. spróbuj. proszę... próbowałaś i nie zadziało? pfff.
TRY HARDER THEN! wakacje. WODA; basen. morze. krótkie spodenki. obcisłe koszulki. kolonia. nowa szkoła. nowi ludzie. nowa szansa na nowe wrażenie. . bikini. good-looking skinny jeans. pewność siebie. silna wola. jesteś silna. to nic takiego. to proste. po prostu: NIE ŻRYJ!
niedziela, 13 maja 2012
17,17...17.
zostało 17 dni do mojego startu tegorocznego lata. to niewiele. postaram się. zejdę niżej, pnąc się w górę jednocześnie. będę z siebie dumna. sama sobie udowodnię, że potrafię. w te 17 dni. schudnę. po raz pierwszy w lato założę spodenki krótsze, niż do kolana. założę mega obcisłą sukienkę i nie będę się wstydzić w niej wyjść. nie będę się wstydzić tłustych ud, ani grubego brzucha. będę pewna siebie. będę chuda.
___________________________________________
___________________________________________
and I told you to be patient.
and I told you to be fine.
and I told you to be balanced.
and I told you to be kind.
sobota, 21 kwietnia 2012
TERAZ albo nigdy.
Pora na postanowienia- znowu. Tym razem będę się pilnować. Lato coraz bliżej. -dzisiaj: 0 jedzenia- absolutnie nic więcej.
-jutro: tylko obiad(żeby matka się nie czepiała). +zielona herbata na śniadanie i kolację.
-przez cały tydzień: tylko śniadania i obiady+ nie więcej niż 700kcals dziennie.
STAY STRONG.
piątek, 20 kwietnia 2012
dzisiaj.
Wschód słońca udowodnił już, że noc potrafi życiowe postanowienia; przysięgi 'śmiertelnie' poważne zamienia w nic nie warte gruszki na wierzbie. I kim tak na prawdę jestem, skoro nie potrafię dotrzymać obietnicy danej samej sobie? Świadomie popełniać błąd i nic z tym nie zrobić? Brak zasad? Silnej woli? Siły psychicznej? Lenistwo? Nie. To chyba jednak idiotyzm.
środa, 18 kwietnia 2012
taka prawda...
początki bywają różne. niektórzy od chwili, kiedy postanowią coś zmienić, pedantycznie dążą do celu, który sami ambitnie potrafili sobie wyznaczyć na drodze ku nieosiągalnej perfekcji. inni mogą mieć do pokonania wiele przeszkód, zanim jeszcze postawią pierwszy krok w tej sprawie. to niesprawiedliwe. to życie. być może właśnie dzięki temu bardziej później doceniają swój sukces? możliwe. nie chcę jednak przyznać zazdrości, bo to płytkie. nie mogę tylko dojść do wniosku, czy w tym przypadku bardziej moralne byłoby to, czy kłamanie- samej sobie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








