poniedziałek, 1 października 2012

zdroworozsądkowo.

'małymi kroczkami' nie miałam namyśli żółwich. planowałam dzisiaj zjeść trochę mniej- niby się udało, ale zjeść mniej, niż wczoraj, to żaden wyczyn, biorąc pod uwagę jak się opchałam. nie jadłam od ósmej. tzn od szóstej, ale potem mama zawołała  na kolację i nie mogłam się oprzeć jej jajecznicy. ale od ósmej. jutro nie jem od siódmej. i wypiję więcej, niż pół butelki wody. na razie tyle. chodzi o to, żeby się stopniowo odzwyczajać, bo jeśli od razu zmuszę się do przerzucenia się na 500kcal to nadal będę myśleć wyłącznie o jedzeniu i za kilka dni znowu będę mieć napad.