Żeby pozbyć się bumi postanowiłam po prostu przestać zwracać- ot tak. Jak mylnie łatwo to brzmi. Minęło już jakieś pół roku, jeśli dobrze liczę. Z dwoma małymi incydentami. Myślę, że to jest jeden z moich niewielu powodów do dumy, bo poradziłam sobie. Choć trwało to tyle, ile trwało, nie dowiedział się nikt, choć raz już szłam prosto z łazienki do mamy.
Ale żyjemy na świecie bez ani jednego ideału absolutnego i tym razem nie ma wyjątku. Nadal mam napady obżarstwa. Przed wyjazdem do Włoch miałam chwile, że naprawdę czułam się zdrowo. Nie jadłam, kiedy nie byłam głodna! Nie czułam tej miażdżącej potrzeby! A teraz wszystko się spiep***ło. Nie potrafię się kontrolować. Nie było dnia, kiedy sobie czegoś nie obiecywałam, tak jak nie było dnia, kiedy nie złamałam żadnej obietnicy. Czuję się zhańbiona. Jestem tłusta. Buzia mi się zaokrągliła i oczy zrobiły się mniejsze. Nienawidzę się.
Ale przestając smęcić- Chcę jechać na obóz do Hiszpanii. Wszystkie są nad morzem. Wszystkie wymagać będą paradowania w stroju kąpielowym. Chcę tam jechać. Uczę się hiszpańskiego od trzech lat. Teraz to już 'ride or die'. Albo schudnę do wakacji, albo nie jadę.
poniedziałek, 28 stycznia 2013
piątek, 4 stycznia 2013
Małymi kroczkami.
Chcąc ćwiczyć silną wolę postawiłam na szafce nocnej tabliczkę otworzonej czekolady mlecznej- czyli mojej ulubionej. Postanawiam wszem i wobec nie tknąć jej przez miesiąc, ani żadnych innych form czekolady przez tydzień.
Dla pocieszenia mogę się motywować, że zostało 6 miesięcy do wakacji. Do lata. Do sezony obcisłych topów i odkrytych ud. STAY STRONG.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

