minął ponad rok.
mogę teraz powiedzieć, że całe te starania, ból psychiczny, poczucie żalu i winy, wszystko poszło na marnę, bo jednak skończyłam jako tłusta krowa i tak już pewnie zostanę zapamiętana.
waga mi ogólnie skakała z 55 na 56, aż do wczoraj, kiedy waga wskazała 57kg. niby niewielkie różnice, ale moje nawyki żywieniowe są już tak głęboko zakorzenione, że wątpie, żebym kiedyś doszła do ukochanego 48. najgorsze jest to, że z wiekiem teraz już pewnie będę tylko tyć, bo silnej woli nigdy nie udało mi się posiąść.
do zoboczenia, bo wiem, że jeszcze tu wpadnę za jakiś czas żeby poczytać jaka to kiedyś nie byłam, sentymentalne ciele
z kwasem, majka.